Ordo Ordinatio

Myśl dnia X

You are not required to think, only to act.
- Thought for the day

View
OSOBISTEARCHIWUMJEDNOSTKIDDH-10 X

+++OSOBISTEARCHIWUMJEDNOSTKIDDH-10++
+++WYŻSZE PIĘTRA KOPCA++
+++POCZĄTEKNAGRANIA+++

Inwigilacja Coga Lostocka zakończyła się egzekucją hereteka. Nie był skłonny do współpracy i podczas inwigilacji został przeze mnie przyłapany na kontakcie z organizacją, która wymagała od niego niewolników do eksperymentów. Prawdopodobne powiązanie ze sprawą nielegalnie modyfikowanych robotników. Przejąłem urządzenie i mam zamiar podtrzymywać iluzję Coga Lostocka. Tymczasem reszta komórki była świadkami śmierci jednego z oszalałych szlachciców. Analiza wykazała, że regularnie zażywał on Dreszcz, narkotyk o właściwościach psionicznych. Jego służba została przesłuchana ale jego ochroniarz zbiegł. Jest obecnie poszukiwany przez Sankcjonitów. Artefakt nieznanego pochodzenia, czarna kula wielkości pięści dorosłego człowieka została przekazana w ręce Ordo. Administrator Żulow zdołał nawiązać kontakt z dostawcą narkotyków szlachcica. Zatrzymanie w toku…

+++KONIECNAGRANIA+++
+++SZYFROWANIE+++

View
OSOBISTEARCHIWUMJEDNOSTKIDDH-10 IX

+++OSOBISTEARCHIWUMJEDNOSTKIDDH-10++
+++WYŻSZE PIĘTRA KOPCA++
+++POCZĄTEKNAGRANIA+++

Okoliczności nie pozwoliły mi na przeprowadzenie badań wojowniczki-psykera. Te badania należy odłożyć na później. Nasza komórka natrafiła na ślady spaczenia w wyższych częściach Kopca Desoleum. Konieczne jest śledztwo. W fabrykach zarejestrowano pojawienie się robotników zespolonych z tkanką biologiczną niezidentyfikowanych Xeno. Niesprecyzowana liczba szlachciców o różnym stopniu zamożności wykazała oznaki szaleństwa nie mieszczącego się w normie. Ta sprawa wydaje się powiązana z domem aukcyjnym o nazwie: „Karmazynowe Emporium Rube Goldberga”. Psyker-Meler z sukcesem podszył się pod klienta, co pozwoliło znaleźć ślady prowadzące do jednego z domów szlacheckich. Śledztwo w toku. DH-10 postanawia udać się do Poszafotu aby przesłuchać Coga Lostocka i sprawdzić jego ukryte urządzenie do komunikacji. Nie widać bezpośredniego związku ze sprawą kultu Pana Rozkładu.
+++KONIECNAGRANIA+++
+++SZYFROWANIE+++

View
Karmazynowe Emporium Rube Goldberga
Sfera arystokratyczna

Wygląda na to, że szanowna pani Inkwizytor ma trochę inne podejście do tego jak kontynuować sprawę z Poszafotu niż my. Nie jest chętna zająć się Faynem i jego „drobnym” artefaktem ani szepnąć słówko, aby przesunąć pomocną kapitan Nils chociaż nieco wyżej niż Brama Przysiąg. Mam nadzieję, że nie wynika to z jej obojętności czy złej woli, ale z większego planu jaki przygotowała. Pozostaje tylko uczyć się intryg od najlepszych. Tymczasem, nasze zadanie w kopcu ewidentnie jeszcze się nie zakończyło. Komunikat ze strony Inkwizytor Ortiz mógł się wydawać niektórym dwuznaczny, ale ja doskonale zdaję sobie sprawę, że kiedy ktoś w tym samym zdaniu mówi, że mam teraz odpocząć do woli przez kilka najbliższych dni, oraz że zadanie się jeszcze nie skończyło i mamy odszukać ślad skąd tajemnicze artefakty biorą się w Desoleum to oznacza „bierzcie się do roboty” i „chcę mieć wyniki jak najszybciej”.

Tropów było mnóstwo, jednym z nich był kolega z granatem w dupie, kolejnym lokalne grupy wanna be gangsterów będących niczym innym jak bogatymi dzieciakami z bogatych rodzin spędzającymi czas na mniej lub bardziej dobrowolnym zesłaniu i wydającym hajs rodziców na lewe biznesy. Mieliśmy do odwiedzenia mechanicusów oraz skrybów, zewsząd mogliśmy się dowiedzieć czegoś więcej na temat artefaktów wymieniających rączki w lokalnej społeczności bogaczy. Wiadomo było, że Adeptus Mechanicus odwiedzi Korolev, a Adeptus Administratum Żul morderca bez serca, ja natomiast postanowiłem połączyć oba przykazania Inkwizytor Ortiz i odpocząć wśród szlachty jednocześnie zbierając informacje. Udałem się, więc pobywać w towarzystwie na szlacheckich imprezach, napić się dobrego wina, zjeść dobry posiłek, doświadczyć dobrej szlacheckiej orgii, a jednocześnie posłuchać przechwałek arystokratów. Dla ludzi, którzy mogą mieć praktycznie wszystko dostępne za pieniądze, najważniejszym jest, aby pokazać innym takim ludziom, że mają rzeczy rzadsze i trudniej dostępne. Oglądając przeróżne przedmioty, starannie zapamiętywałem miejsce ich pochodzenia i sprawdzałem czy przypadkiem nie naruszają osnowy. Na podstawie tak zgromadzonych informacji wytypowałem kilka domów aukcyjnych wartych odwiedzenia w celu sprawdzenia posiadanych przez nich przedmiotów i ich powiązania ze sprawą.

Tak właśnie trafiłem do Karmazynowego Emporium Rube Goldberga. Dom aukcyjny szczyci się tradycją w sprzedaży artefaktów i oprocentowanych pożyczkach dla bogatych, a rodzinny biznes przekazywany jest z ojca na brodatego syna z pejsami nieprzerwanie od wielu mileniów. Jak w każdym domu aukcyjnym i tam przyjęto mnie po królewsku, bogate wnętrza i wygodne fotele, piękna recepcjonistka bezbłędnie oprowadziła mnie po otwartej na wizyty części przybytku, wręczyła katalog z przedmiotami, które aukcjonowane będą w najbliższym czasie i pokazała trzy rzeźby, które mają być hitami nadchodzących aukcji. Jednym z nich okazał się być demoniczny posążek, do zidentyfikowanie którego na prawdę nie trzeba się było wysilić. Równie dobrze mogli w opisie umieścić notatkę „Proszę nie zawiadamiać Inkwizycji”. Karmazynowu Emporium Rube Goldberga szczyci się znamienitymi gośćmi i kupującymi, a przynajmniej tymi, którzy się na umieszczenie swoich danych zgodzili. W taki oto sposób trafiłem na nazwisko Lance Gulighan’a, który jak się okazuje jest ostatnim arystokratą, u którego zidentyfikowana tajemniczą chorobę psychiczną, którą Inkwizycja łączy z nielegalnym obrotem artefaktami. Dodając do uzyskanych przeze mnie informacji wszelkie zdobyte informacje zdobyte przez resztę ekipy, o chorbach psychicznych, o gangu długonogich pizdusi sprowadzających nielegalne artefakty wydaje mi się, że znaleźliśmy satysfakcjonujący trop. Niestety, aby podpiąć się pod licytację, potrzebuję jakiegoś polecenia ze strony lokalnej arystokracji. Mam nadzieje, że Astra będzie w stanie coś załatwić, bo Ekscelencja Ortiz zdaje się być niezainteresowana przebiegiem naszej misji.

View
Myśl dnia IX

‘Hear His voice, and rise.’
-Thought for the Day.

View
Myśl dnia VIII

‘A weapon cannot substitute for zeal’
-Imperial proverb

View
Walka z demonem
Skryba mordercą

Przelot minął nam bez większych przygód, szczęśliwie dla nas, bo kątem oka widziałem jak Astra wielokrotnie nerwowo przesuwała kontrolki, suwaki i szarpała sterem. Gdy dolecieliśmy nad twierdzę dość szybko zorientowaliśmy się, że nasz atak nie był do końca niespodziewany. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że czekali na nas z utęsknieniem. Kilka działek i cała masa truposzczaków z bronią laserową zaczęło ostrzeliwywać nas z takim zacięciem jakby mieli dostać za to premię. My nie pozostaliśmy dłużni, wzięliśmy co większe karabiny i strzelaliśmy w ich stronę. Sam spożytkowałem 4 z pozostałych 5 granatów zapalających wyrzucając je przez burtę na żywe trupki. Astra położyła maszynę praktycznie w samym środku tego burdelu, żebyśmy mieli blisko do szturmu. Muszę przyznać, że zrobiła to z absolutnym brakiem gracji czy szacunku dla integralności naszych ciał. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało.

Twierdza Fayne, jak odkryliliśmy będąc jeszcze w powietrzu, był to wrak po bardzo starym statku zasiedlającym. Relikt czasów imperatora, jeden z najbardziej pożądanych obiektów dla łowców artefaktów jak Astra czy Orosifa i wręcz obiekt kultu dla Koroleva. Ten ostatni tak się zapatrzył, że mało nie trzeba mu było ocierać brody z dawno nie widzianych płynów ustrojowych. Zaraz zaczęła się licytacja kto pierwszy położy na nim łapę jak tylko tu skończymy. Najpierw musieliśmy to przeżyć, ale chyba nikt nie wziął tego pod uwagę.

Na miejscu podzieliliśmy się na 2 grupy, Vornas, z Orosifą, Faynem i swoimi grupami zostaną stoczyć bitwę z grupą powitalną i będą nam osłaniać tyły, w trakcie kiedy nasza grupa wraz z dwoma serwitorami zbije w środek prosto w Fayne. Biegliśmy jak najszybciej się dało przez korytarze tego ogromnego statku, aż do centrum dowodzenia gdzie Fayne w obstawie kilkunastu ciał i dziewięciu snajperów kończył właśnie rytuał przywołania demona. Poprzez biegliśmy mam na myśli każdy we własnym tempie, bo zanim ja dotarłem na miejsce to Korolev i Astra już dawno przeskradali się na szybko wyznaczone miejsca snajperskie i rozpoczęli ostrzał Fayne i wymianę ognia z kultystami. Bardzo chciałem rzucić granatem zapalającym w grupę trupków, która wyszła nam na przeciw, znajdowali się niestety zbyt daleko, abym mógł tam dorzucić tak ciężkim przedmiotem. Naukowo udowodnione, muszę nieco przypakować, bo bez pomocy grawitacji granat rzucam ledwo poza zasięg rażenia. Tak czy inaczej, Fayne się schował za zasłoną, serwitory parły do przodu kompletnie ignorując napierające martwe ciała, mi zaś po udzieleniu wsparcia w inicjatywie, pozostało skupić się na kultystach-snajperach. Gdy tak wymienialiśmy się ogniem zauważyłem wskakującego na Fayne’a Barbosę wraz z dziko wrzeszczącą Urd. Niestety, gdy Fayne został pokonany było już za późno. Demon został przyzwany. Jego pojawienie się było tak spektakularne, że siedmiu kultystów zemdlało w jego obliczu, a ja od razu poczułem obrzydzenie i jakiś taki brudny na ciele…

Naturalnie skierowaliśmy wszystkie swoje wysiłki na demonie, Astra wspięła się na wyżyny swoich umiejętności strzeleckich, a Urd wyciągnęła skądś jakis ogromny korbacz i zaczęła nim okładać demona wywołując u niego widoczne zdumienie. Poruszamy się grupą już od dobrych kilku dni, ale nigdy nie widziałem, żeby posiadała taką broń. Na prawdę nie wiem kiedy zakupiła to cudo, ewidentnie sam demon też nie spodziewał się takich trudności. W trakcie gdy Urd, Barbosa i Astra toczyli swoją walkę, Żulow wykorzystał momentową nieprzytomność kultystów z zimną krwią przymierzając im w głowy i eliminując ich jako potencjalne zagrożenie. Kto by pomyślał, że skryba jest tak bezwzględny. Muszę go kiedyś wziąć ze sobą na przesłuchanie. Jako pomocnika oczywiście. Walka z demonem była zacięta, ale nie trwała nadzwyczaj długo, po skończonej walce Astra, Orosifa, Vornas i Korolev od razu rozpoczęli kłótnie o to, kto powinien przeszukać stary statek pierwszy. Nie, żebym widział w tym jakieś wielkie szanse powodzenia biorąc pod uwagę fakt, że najpewniej od pokoleń należał do jednych z największych szuj w kopcu, ale co ja tam wiem. Byliśmy tak zajęci placem boju, że nie zauważyliśmy nawet, że z pobojowiska zniknąła druga część artefaktu, który nosi Urd, a którego Fayne użył do przyzwania demona, a wraz z nim jego brat z kopcowych wyżyn. No cóż, mam nadzieję, że nie ucieknie daleko jak szepniemy odpowiednie słówko pani Inkwizytor!

View
Przygotowanie do wjazdu na Fayne'a
Zabiegi Estetyczne

Gdy stanąłem na nogi reszta ekipy szybko wdrożyła mnie w sytuacje. Mamy tylko kilkdziesiąt godzin, żeby znaleźć Faynea i spróbować zażegnać tą raczej niezręczna sytuację z tysiącami pałętających się po kopcu zwłok próbujących rozpocząć Nurglową rebelię na skalę międzyświatową. Wraz z moim nierozłącznym kompanem, z którym mam przez dziwne zrządzenie losu jesteśmy już prawie nierozłączni wybraliśmy się naprawić stację nadawczą, żeby spróbować nadać jednostronny komunikat za bramę i uzyskać wsparcie ze strony Inkwizycji.
Drugim etapem planu było pozbieranie do kupy statku kosmicznego i frontalny atak w ciemno na podobno niezwycziężoną bazę Fayne’ów w tak głębokim miejscu tego kopca, że już mi brakuje słów, żeby to opisać, bo co chwilę moje informacje, że niżej się zejść nie da ulegają brutalnej weryfikacji… Aby trochę lepiej przygotować się na atak na bazę Fayne’ów reszta ekipy wybrała się do “miasta” w celu wyłapania jakiegoś lokalnego representant Nurglowej grupy przestępczej w celach przesłuchań. Tym ostatnim zajmę się oczywiście ja. Co jak co, ale nikt tak dobrze nie rozmawia z ludźmi, którzy w danej chwili przeżywają ogromny smutek po stracie paznokci czy powiek. Mam nadzieję, że przyprowadzą kogoś kto rzeczywiście będzie miał prawdziwe informacje. Niekiedy ludzie nie mówią prawdy, ale jedno jest pewne, po kilku intymnych godzinach każdy przeze mnie przesłuchiwany coś mówi.

Stojąc na wzgórzu i podając Korolevowi na zmianę śrubokręt, lutownicę i klucz E80 zastanawiałem się jak to jest, że dałem się namówić na ponowną rozłąke z reszta drużyny w tym stęchłym miejscu. Nie przyszło mi wcale czekać szczególnie długo zanim moje obawy się urzeczywistniły. A może po prostu mam dar przywoływania wydarzen do życia? Kto to wie. Tak czy inaczej na brzegu urwiska pojawiło się 4 nieprzyjaźnie wyglądających ziomków, których szybko zidentyfikowaliśmy jako kultystów Nurgla. Tego najpaskudniejszego od razu potraktowałem uderzeniem Energii. Dostał taką dawką, że przewrócił się za krawędź z takim impetem, że już nie wrócił na imprezę. Korolev przerwał na chwilę robotę, żeby pomóc mi się rozliczyć z pozostałymi trzema. Na nasze nieszczęście byliśmy tak skuteczni, że nie dało się już z żadnym porozmawiać na temat tego kto ich wysłał i skąd wiedzieli, że tu jesteśmy. Mam nadzieję, że nikt wśród naszych wymuszonych towarzyszy misji na twierdzę Fayne nas nie zdradził, ale nadzieje te są raczej płonne.

Po skończonej robocie przy satelicie nadawczym udaliśmy się wprost do statku Vornasa gdzie czekała już reszta ekipy. Korolev udał się naprawiać statek ja natomiast miałem okazję porozmawiać ze złapanym przez Urd i Astrę szczurkiem Fayne’a. Nie było to najbardziej emocjonujące przesłuchanie, na sam widok moich narzędzi do manicure chłop się spocił jak pedofil pod piaskownicą i opowiedział ładnie gdzie znaleźć interesujący nas zameczek. Kilka zabiegów później i już wiedzieliśmy, że czeka tam na nas co najmniej kilkadziesiąt ożywionych ciał, kilku kultystów wyszkolonych w strzelaniu, trochę straży Fayne oraz sam Fayne. Najwidoczniej większość oddziałów było w trakcie natarcia na kopiec. Pocieszony tym faktem z lżejszym sercem wstępowałem na pokład statku mającego zabrać nas swobodnym spadaniem, do którego z jakiegoś niepojętego powodu większość ekipy odnosiła się jako do “lotu”. Tym bardziej niewytłumaczalny był dla mnie powód, dla którego pozwoliliśmy pilotować statek Astrze. Czy nikt tutaj nie zainteresował się faktem, że ona nie posiada odpowiednich do tego uprawnień??

View
Czyż demony nie mogą być słodkie?

Poranek jak zawsze ukazał wszystko w trochę lepszych barwach. Stwierdziłam, że być może Korolev miał jakieś, ekh racjonalne przesłanki do swojego czynu i w swojej pokręconej logice uznał go za słuszny. Oczywiście nadal miałam zamiar mu to wypominać przy każdej odpowiedniej okazji, ale moja postawa zmieni się z lodowatej na wyniosłą w kontaktach z nim.

Mieliśmy zresztą większe problemy na głowie, takie jak spotkanie się z Żarłaczem i jego nieokrzesaną bandą, prawdopodobnie kultystów. Jakiego boga chaosu czcili było dla nas nie do końca jasne, ale jeśli miałabym obstawiać wybrałabym Nurgla lub Khorne’a, na Tzeentch’a byli za głupi, a na Slaanesh’a zbyt mało dekadenccy. Jednak wydaje mi się, że siła bojowa naszej drużyny będzie wystarczająca niezależnie od tego czy przyjdzie nam się zmierzyć ze sztuczkami pana chorób czy też pana wojny. Światło Imperatora poprowadzi nas do zwycięstwa wypalając to całe zepsucie.

Kiedy zeszłam na dół, moi towarzysze byli już gotowi i w pełnym rynsztunku (ciekawe czy pozwolą nam wejść z całą tą bronią), jednak nigdzie nie zauważyłam Melera, no cóż, znajdzie się.

Droga upłynęła nam bez większych atrakcji, na miejscu powitała nas straż przyboczna Żarłacza i zabrała do czegoś co wyglądało jak opuszczony, rozpadający się magazyn. Zresztą przymiotnik rozpadający można by zastosować do każdej z budowli znajdującej się w Poszafocie. W każdym razie wchodząc do siedziby Żarłacza, wszystkie nasze wątpliwości czy mamy do czynienia z kultem wyparowały. Na środku pomieszczenia stał Żarłacz, że swoim przerażającym łańcuchowym toporem i pochylał się nad jakąś misą z podejrzliwie wyglądającą mazią. Obok niego stało dwunastu (dlaczego zawsze musi ich być dwunastu?) wojowników. Zanim weszliśmy po dość burzliwiej dyskusji ustaliliśmy, że jeśli Żarłacz i jego podwładni będą chcieli wykonać jakiś rytuał naszym obowiązkiem jest zakończenie tych plugawych akcji raz na zawsze. Część moich towarzyszy była zdania, że powinniśmy wziąć udział w rytuale, zdobywając ich zaufanie i jednocześnie próbować się dowiedzieć jak daleko sięga spisek. Jednak moim zdaniem należy wszelką tak oczywistą herezję dusić w zarodku, a pytania zadawać później. Co innego oczywiście wykorzystywanie heretyckich przedmiotów na chwałę Imperatora, czy współpraca z szemranym towarzystwem. Mój kodeks był prosty, przestępcy – tak, kultyści w trakcie odprawiania rytuały – nie.

a0b3e29a1e99ca2a86267e362b956ca6.jpg

W każdym razie plan działania był prosty, chcieliśmy ich złapać na gorącym uczynku. Weszliśmy nie niepokojeni do środka i zajęliśmy miejsce niedaleko Żarłacza, nasze miejsca w kręgu były pomyślane jako honorowe, a przynajmniej tak mi się wydawało. Żarłacz zaczął inkantacje i upił łyk z misy, gdzie pływały różne obrzydliwości (mój barometr chaosu mocno przechylił się z Khorne’a na Nurgla) i podał go następnej osobie. Kiedy kielich doszedł do mnie wydarzyło się kilka rzeczy równocześnie, po pierwsze stwierdziłam, że nie ma opcji żebym upiła choć kropelkę z tej misy, dlatego jedynym rozsądnym wyjściem na jakie wpadłam było wypuszczenie miski i wyciągnięcie pistoletów. Oprócz tego Żarłacz zaczął wymiotować potworkami czy innymi demonami, a Meler w końcu się odnalazł i odezwał przez interkom. Małe Nurglinki okazały się bardzo słodkimi stworzonkami, niestety były też demonami boga chaosu, więc trzeba je było zabić. Oprócz tego, że ich powłoka była w miarę słodka (choć lekko obrzydliwa) to była też w miarę mocna. Nurglinki okazały się dość twarde i wcale nie chciały się żegnać z tym wymiarem. Najgorzej, że Żarłacz nie poprzestał na jednym tylko cały czas „przyzywał” następne.

300px-Nurgling_is_my_spirit_animal_by_maylamorro-d4hgr34.png

Na szczęście nasza dzielna drużyna nie dała się zaskoczyć i rozpoczęła heroiczną walkę. Pomimo tego, że kultyści mieli przewagę liczebną radziliśmy sobie bardzo dobrze. Moje serię z pistoletu (niestety tylko jednego, muszę w najbliższym czasie nabyć drugi) przecinały powietrze i trafiały w ciała kultystów, Korolev również nieźle radził sobie z bronią, eliminując metodycznie kolejne cele. Nasza psioniczka Urd na przemian waliła w kultystów energią i mieczem łańcuchowym, wyraźnie miała przy tym zabawę życia. Dowiedziałam się też, dlaczego Barbosa nie nosi broni palnej, po prostu nie była mu potrzebna, ponieważ w walce wręcz radził sobie najlepiej z nas wszystkich. Najbardziej z całej trójki na zagubionego wyglądał Żulov, który był rozdarty między chęcią zastrzelenia kultystów a odebrania im broni w ramach negocjacji handlowych. Walka trwała jeszcze parę chwil, większość z nas udawało się bez szwanku wychodzić z kolejnych pojedynków, jednak przewaga liczebna kultystów oraz nowe demony sprowadzane przez Żarłacza nie poprawiały naszej sytuacji. Nie chcieliśmy też dopuścić do tego, żeby któryś z kultystów uciekł z magazynu i opowiedział kolegom o tym co się tutaj wydarzyło, podobno musieliśmy zachowywać „niski profil” naszych działań.

Barbosa z Urd dzielnie próbowali powalić Żarłacza i zmusić go do zaprzestania wymiotowania demonami, reszta z nas starała się tymczasem utrzymać kultystów w ryzach. Niestety wyglądało na to, że szala zwycięstwa przechylała się na ich stronę. Jednak właśnie ten moment wybrał sobie Meler na epickie rozwalenie drzwi i dołączenie do naszej małej potyczki, w sam raz na czas żeby zatrzymać dwóch uciekających kultystów. Rzucił w nich falą energii i kultyści upadli, paląc się, na podłogę. Niestety to była również chwila, kiedy jedna z zabłąkanych kul trafiła Melera w nogę i on sam również znalazł się na glebie. No cóż, przynajmniej kultyści byli zatrzymani. Walka już na szczęście chyliła się ku końcowi, kultyści umierali, Żarłacz został obezwładniony i zabity a Barbosa dzielnie dożynał ostatniego demona. Pomimo tego, że udało nam się zniszczyć pomniejszy kult chaosu, sprawa była daleka od zakończonej. Z informacji uzyskanych od Żarłacza wynikało, że ich wspólnicy szykują jakąś dużą akcję. Teraz jednak potrzebowaliśmy chwilę na odpoczynek. Wszystkich rannych poskładał Korolev, w sumie sama zastanawiam się nad szkoleniem w sztuce medycznej, bo jeden medyk w drużynie i to jeszcze z takim poczuciem etyki jak Korolev, to mało.

Po odpoczynku i uleczeniu ran udaliśmy się (Ci z nas, którzy mogli chodzić o własnych siłach) do Coga Lostoka po informacje. W końcu udało nam się, co prawda z innych pobudek, ale zawsze, zabić Żarłacza i teraz przyszedł czas na otrzymanie naszej nagrody. Cog Lostok oczywiście nie chciał oddać od razu swojego najcenniejszego towaru, nasz Korolev musiał najpierw naprawić mu wszczepy. Z jego miny wynikało, że taka czynność jest dla niego dużą obrazą, ale czego się nie robi dla Inkwizycji. Podczas operacji Korolev napędzany przez Melera i Aida (ach, ci chłopcy) wpadł na szatański pomysł, żeby umieścić granat wybuchowy w tylnej części Lostoka. Nie pochwalam tak barbarzyńskich metod, zwłaszcza, że mieliśmy z Cogiem układ (a słowo, to wśród szlachty dość honorowa waluta), ale dodatkowe zabezpieczenie zawsze jest w cenie.

4e0966754d5fa165f50a558813c13a6d__1_.jpg

Po wybudzeniu Cog Lostok w zasadzie potwierdził nam informacje, które zdobyliśmy od Żarłacza. Wiedzieliśmy, że musimy udać się do Podbramia, bo tam odbędzie się jakiś duży plugawy rytuał, który może zagrozić całemu kopcowi. Lostok w swojej wspaniałomyślności dał nam też odpowiednie papiery, dzięki którym będziemy mogli porozmawiać z liderem Czerwonej Drogi, która rządziła częścią Podbramia.

Zanim wyruszyliśmy zdecydowaliśmy, że odwiedzimy jeszcze panią kapitan i wprowadzimy ją w większe szczegóły naszej misji, na wypadek gdyby nie udało nam się powstrzymać zarazy. Pani Kapitan przyjęła to z dużym spokojem, plus za to, coraz bardziej zaczynałam ją lubić, musiałam jak to szaleństwo się skończy mam zamiar dowiedzieć się, dlaczego taka osoba wylądowała w takim miejscu jak to. Powiedzieliśmy jej, żeby wzmocniła wartę przy bramie, ale żeby na razie zachowała wszystkie informacje w tajemnicy. Pani Kapitan dała nam również możliwość dozbrojenia się w zbrojowni Sankcjonitów, nie była to co prawda broń z najwyższej półki, ale drugi pistolet tam znalazłam.

Kolejną przygodę czas zacząć. Podbramiu przybywamy! Mam nadzieję, że tamta strona Bramy Czystości, będzie rzeczywiście bardziej czysta niż ta.

View
Wszyscy mutanci nasi są

Po spotkaniu z hersztem stwierdziłam, że najwyższy czas się trochę odświeżyć, odpocząć i „pozwiedzać” okolicę. Kiedy ja udałam się na spoczynek, w czymś co nawet nie stało obok podrzędnej kantyny, moim towarzyszy podróży zaatakowali nieznani przeciwnicy. Żałuję, że nie było mnie podczas tego starcia, jednak kompania poradziła sobie nadzwyczaj dobrze. Doszły mnie również słuchy, że Meler wykazał się niekonwencjonalnym podejściem do rozmowy z zatrzymanym przeciwnikiem i przekonał go, że lepiej dla niego będzie jak odpowie nam na kilka pytań. Dzięki temu zdobyliśmy parę potrzebnych informacji.

OQAsAxV.jpg

Gdy już zamieszanie się uspokoiło a nasza grupa połączyła się na nowo, ustaliliśmy, że nie jesteśmy w stanie posunąć się dalej z naszym śledztwem, musimy spokojnie oczekiwać na wydarzenia, które będą miały miejsce podczas jutrzejszego spotkania z Żarłaczem. Byliśmy już niemal pewni, że są oni zamieszani w jakieś bardzo ciemne sprawy, prawdopodobnie byli czcicielami chaosu. Tym bardziej nasza interwencja jest w takiej sytuacji niezbędna.
Po wewnętrznej dyskusji i ustaleniu faktów, każdy z nas zajął się swoimi sprawami. Ja postanowiłam poszperać w tym zakazanym miejscu i sprawdzić, czy uda mi się natrafić na jakikolwiek ślad, który przybliży mnie do zakończenia mojej rodzinnej sprawy. Na tym etapie pomimo tego, że wierzyłam w światło Imperatora nie zamykałam się na myśl, że mój wujek mógł mieć rację. Niezależnie od tego czy był bohaterem z wizją przekraczającą nasze rozumienie, czy po prostu wariatem, chciałam znaleźć dowody na poparcie bądź obalenie którejś z tych teorii żeby w końcu zakończyć ten nieprzyjemny biznes i przywrócić mojemu rodowi jego zapomnianą chwałę.

W poszukiwaniu zapomnianych technologii udałam się do miejsca, które było określane jako targowisko. Wiedziałam, że na dole nie jest zbyt przyjemnie, ale żeby kupę rozpadających się bud, kawałki szmat i kości nazywać miejscem wymiany handlowej, ekh, dyplomatycznie mówiąc, ci ludzie muszą mieć naprawdę wielką wyobraźnię, że prowadzą tutaj jakiekolwiek interesy.

images__1_.jpg

Jako towarzyszkę zabrałam naszą panią barbarzynkę, chciałam z nią porozmawiać i sprawdzić jak bardzo będzie można ją ucywilizować. Uważam, że choć zapewne stanowi ciekawy dodatek bojowy do naszej drużyny, będzie stanowiła największe zagrożenie przy negocjacjach i elementach misji dotyczących dyplomacji. Jeśli jednak udało by mi się nawiązać z nią nić porozumienia, być może udało by się nauczyć ją choć trochę kindersztuby i odpowiednich zachowań. Poza tym intrygowały mnie jej skrzydła, z tego co zauważyłam były kawałkiem jakiejś technologii, chętnie przeprowadziłabym na nich jakieś badania. Poza tym fajnie posłuchać historii kogoś, kto wychowywał się w zupełnie innym miejscu niż ja. Jeśli oczywiście będę w stanie nawiązać z Urd sensowną konwersacje.

Targowisko kości rzeczywiście było zgodne ze swoją nazwą. Ludzkie szczątki odarte już z wszelkiego mięsa i tkanki tworzyły góry, kopce i pagórki. Gdyby docierało tutaj normalne światło słoneczne widok mógłby być nawet intrygujący, kiedy promienie słoneczne odbijałyby się od mlecznej barwy kości i kosteczek. Powoli traciłam nadzieję, że znajdziemy tutaj cokolwiek co chociaż stało obok technologii, gdy, w pewnej oddali zauważyliśmy dziwną postać. Miała kolorowe włosy, poszarpane szaty i chyba… łuski? Jakbyśmy byli 100 poziomów wyżej mogłabym ją zaliczyć do grona Adeptum Hipsterum (ortodoksyjnego odłamu pewnych szlacheckich rodów), jednak tutaj na dole wszystko krzyczało „mutant”! Jednak wuj uczył zawsze, żeby nie skreślać ludzi, z powodu ich niedogodności rozwojowych, dlatego postanowiłam porozmawiać z dziwną panią. W końcu byliśmy na jej terytorium, być może za odpowiednią cenę jest nam w stanie wskazać miejsca, gdzie mogłybyśmy znaleźć układy scalone zamiast kości.

cd02b383f1dbab020196e7dd72f38184.jpg

Niestety na nasze uprzejme próby powitania mutantka odpowiedziała ucieczką. Potraktowałam to jako osobistą zniewagę. Zanim jednak zdążyłam się zastanowić nad tym co powinnyśmy teraz uczynić, moja towarzyszka wystrzeliła falę energii w stronę uciekinierki. Teraz już na pewno musiałyśmy ją zatrzymać. Niewiele myśląc, wyciągnęłam swój karabin, wycelowałam dziewczynie w nogi i strzeliłam. Niestety siła wyrzutu była odrobinę zbyt duża i zamiast tylko unieruchomić mutantkę, doprowadziłam do krwotoku. W tym stanie ledwo mogła wypowiadać pojedyncze słowo, na normalną rozmowę nie było co liczyć. Dowiedziałyśmy się, że się nas wystraszyła, doprawdy, nie wiem dlaczego, przecież powitałyśmy ją miło, naprawdę kultura w Imperium umiera. Powiedziała również, że produkuje biżuterię – to był ciekawy temat, być może mogłabym wykorzystać to w pewnych kręgach, stając się ponownie mecenasem undergroundowej artystki odbudowałabym część wpływów.

Niestety zanim zaczniemy wybiegać tak daleko w przód w moich planach, musiałyśmy zająć się obecną sytuacją i utrzymać ją przy życiu. Jedyną osobą, która mogła ją uleczyć był Korolev, nasz nadworny mechanik, co prawda był oschły w kontaktach z ludźmi, wydawało się, że ma lepszą relację z każdą napotkaną śrubką i przyciskiem niż z jakimkolwiek człowiekiem, ale przynajmniej był z szanowanej części kosmosu, więc mam nadzieję, że będzie przestrzegał ogólnoimperialnych zasad kultury w takich przypadkach.

Po krótkiej wymianie zdań i zadawaniu zupełnie nieistotnych pytań, Korolev zgodził się z nami spotkać w domu mutantki na obrzeżu targowiska.
Udzieliłyśmy mutantce (która wciąż nam się nie przedstawiła, niewychowana) pierwszej pomocy i zaciągnęłyśmy ją do domu. Domek okazał się szałasem, jednak biżuteria, którą znalazłam w środku była więcej niż intrygująca, nie była śliczna czy droga, ale na pewno wyglądała ciekawie. Byłabym spokojnie w stanie znaleźć na nią odpowiednich kupców, dodając do tego niestandardowy wygląd mutantki i wymyślając jakąś ciekawą historię moglibyśmy osiągnąć naprawdę niezłą cenę za jej wyroby. Oczywiście żeby się to wszystko udało trzeba by ją było wziąć z nami, uczyniłabym z niej niewolnice (oczywiście dobrze traktowaną, nie jestem barbarzyńcą), a z czasem być może nawet partnerkę w interesach, jak już byłaby na tyle obyta, żeby zacząć okazywać ją w towarzystwie.

inf2-swamp.jpg

Po dłuższej chwili na miejsce przybył Korolev i bez większych formalności zabrał się do badania. Nie chciał słuchać o moich nowych możliwościach rozwoju, tylko zaczął zadawać mutantce niewygodne pytania. Zero empatii. Na szczęście zaraz ją wyleczy i nie będzie dłużej potrzebny w tej sytuacji.

Kiedy rozmyślałam o etapach wprowadzenia mojego nowego planu, Korolev dokonał najbardziej szokującego ruchu, zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. Zamiast pomóc naszej nowej mutantce, przeciął jej żyłę i doprowadził do jej szybkiego wykrwawienia! Urd nie wiedziała co zrobić (zdążyłam się już zorientować, że poza walką, jej czas reakcji na różne sytuacje jest dłuższy niż u przeciętnego człowieka), ja próbowałam zatamować krwawienie, ale bez odpowiednich materiałów i z limitowaną wiedzą medyczną, nie byłam w stanie uratować mutantki (która wciąż się nie przedstawiła, a teraz umrze bez imienia). Byłam w szoku, jednak na szczęście moje wychowanie zadziałało i nie dałam nic po sobie poznać. Korolev, próbował się w jakiś idiotyczny sposób usprawiedliwiać, mówiąc coś o zachowaniu tajemnicy, ważności misji i innych nieistotnych, logicznych rzeczach. Moją reakcją było spoliczkowanie go i rzucenie riposty o tym, że posiada kable zamiast serca. Phi, jak on śmie mnie pouczać? Mam nadzieję, że odpowiednio odczytał moje znaki i zrozumiał, że właśnie wykonałam gest głębokiej zniewagi w jego stronę, nie mam zamiaru zamienić z nim słowa poza oficjalnymi kontaktami, dopóki nie wykona rytuału przeprosin. Ech, ci prości ludzie, spodziewałam się więcej po Adeptus Mechanicus, już go nigdy nie poproszę o pomoc w tak delikatnej sprawie.

images__2_.jpg

Zanim wyszliśmy z domu, zabrałam część biżuterii mutantki, mam nadzieję, że znajdę dla niej lepsze zastosowanie niż zmarnowanie się na tym bezludziu. Ciągle wzburzona wróciłam do pokoju, zostawiając całe tłumaczenie się z tego zamieszania Korolevovi, on w końcu był winien tej całej sytuacji.

Ja muszę przygotować się na jutrzejszy dzień, rytuał chaosu, czy nie, dama musi odpowiednio się prezentować w każdej towarzyskiej sytuacji.

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.